K. czytając „Flanders Today”:
- O! Oni też tu mają dziury i mają je w dupie.

Ludzie w Belgii są bardziej podobni do nas niż nam się wydawało.

Moja siostra w końcu nie wytrzymała i zrobiła awanturę swojej współlokatorce. Wiadmo było, że tak się to skończy i dziwię się, że stało się to dopiero teraz. Ja myślałam, że trzymam nerwy na wodzy jeśli chodzi o naszego współlokatora Greka, który o wszystko pyta jednocześnie na wszystko mając odpowiedź. Pyta oczywiście tylko po to, żeby Ci powiedzieć, że tego się tak nie robi i że on wie lepiej (no albo, że w Grecji robi się to tak… chociaż wiadomo, że w Grecji się nic nie robi bo się strajkuje).
Jednak zauważyłam, że od jakiegoś czasu Grek nie zadaje mi już pytań (mimo, że widzę, że czasami bardzo chce) i jakby mnie unika. I teraz mi się przypomniało, że przecież rzeczywiście zagroziłam mu, że go zabiję, kiedy ostatnio obierałam pomarańczę i zaczęłam od nacięcia skórki nożem a on spytał co robię. Zupełnie o tym zapomniałam, przypomniało mi się dopiero gdy K. powiedział dziś że słyszał że miałam spięcie z Grekiem ostatnio.  A było to tak, że powiedziałam mu, żeby uważał bo mam w ręku nóż, na co on spojrzał na ten nóż i powiedział, że nie udałoby mi się zabić go tym nożem bo jest za mały. Chociaż myślę, że bardziej dziwiło go to, że chciałam go zabić tym samym nożem którym przed chwilą kroiłam pomarańczę. Co jest niehigieniczne i niezgodne z kuchennymi zasadami.

Dyskutowaliśmy też ostatnio na temat owoców.

Grek:
- a wiecie, że pomidor to owoc?
Ja:
- tak, ogórek to też owoc
Grek:
- nie, ogórek to nie owoc
Ja:
- z biologicznego punktu widzenia ogórek to owoc
Grek:
- nie

Dalsza dyskusja nie miała sensu bo Grek nigdy nie ustępuje. No chyba, że po godzinie namówisz go do wygooglania. I oczywiście nie liczy się tu, że to ja studiuję biologię, a on automatykę.
Jak widzicie dużo radości nam przynosi nasz dar Boga – Theodor.