turkusowy-sweter blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2009

Helloween

5 komentarzy


- Łakocie albo psikus
- Nie mam cukierków, ale mogę wam dać po skórce od chleba! Hej! Czy wiecie, że gdy będziecie ją żuć wystarczająco długo, skrobia zostanie rozłożona, dzięki amylazie ślinowej, do glukozy i poczujecie słodki smak?

Tak mogłam zrobić. Ale na szczęście zaskoczona po zobaczeniu przez wizjer tłumu dzieci wpadłam na o wiele lepszy pomysł. Udawałam, że mnie nie ma. Boję się dzieci, więc nawet jakbym miała cukierki to bym pewnie nie otworzyła drzwi. A, że jedyne co mogłam dziś dzieciom zaoferować to otręby albo po ziemniaku, to tym bardziej nie chciałam narażać się na ich gniew. Niestety obawiam się, że po głośnej muzyce domyśliły się mojej obecności i w akcie zemsty nasrały mi na wycieraczkę (to ten obiecywany psikus), ale nie będę tego sprawdzać dzisiaj, bo mogą się jeszcze czaić za rogiem.

Nagrałem też, z kilkutygodniowym zapasem, audycje dla radia. Udzielałem tych samych rad wszystkim bez wyjątku: niedoszłym samobójcom, rozczarowanym stalinistom, zdradzonym mężom, kobietom chorym na raka, zapoznanym autorom i wynalazcom, którym skradziono patent. Ten świat – przekonywałem – nie jest naszym światem, nie my go tworzymy i nie mamy możliwości, by go zmienić.  Najwyższe Moce dały nam tylko jeden dar: możność wyboru, wolność wybierania pomiędzy jednym nieszczęściem a innym, pomiędzy jednym złudzeniem a drugim. Radziłem: najlepiej nie robić nic. Ukułem nawet swoją własną dewizę: „Nie ma niczego lepszego niż nic”. W końcu większość z Dziesięciorga Przykazań zaczyna się słowami: „Nie będziesz”.*

Robię więc nic i czekam na rozwój wydarzeń.

Piosenka na dziś: Little Lion Man – Mumford & Sons

* „Meszuge” Isaac Bashevis Singer

PMS

6 komentarzy

I don’t care. Weddings should be ugly, to suit what comes after. A beautiful wedding is a lie. It shouldn’t be beautiful like in a book. Novels are lies, lies upon lies.”* – to jeśli chodzi o życie uczuciowe. Nie moje przemyślenie, ale jak moje.

W życiu naukowym dzieje się więcej. Przeczytałam dziś jakiś idiotyczny artykuł, z Acta Veterinaria Scandinavica, o szczęśliwych krowach i szczęśliwych rolnikach. Mam pewne podejrzenia, że był to artykuł sponsorowany, chociaż pod koniec autorzy twierdzą, że wcale tak nie jest. Artykuł mówi o tym, że dobrze jest dla cielątka, jak zostaje z mamą do przynajmniej 6-8 tygodnia życia, ssie cyca i bawi się z innymi krówkami ze stada. U cieląt takich zaobserwowano większy przyrost masy ciała oraz o wiele mniejszą liczbę zachorowań na przeróżne świństwa (kto by się spodziewał), w porównaniu do tych zabieranych mamusi i karmionych preparatem mlekozastępczym. Autorzy nie wiedzą co odpowiada za tak zaskakujące wyniki (najprawdopodobniej magia), ale uważają, że skoro tak jest to lepiej nie zabierać krówek mamom, bo i krowa szczęśliwa i rolnikowi się lepiej pracuje gdy krowy nie zawodzą smętnie w oborach. Życie jest takie proste jak się mieszka w Norwegii.
Drugi artykuł, który dziś przeczytałam był bardzo ciekawy, ale niestety dopiero po przeczytaniu, zauważyłam, że ukazał się 20 lat przed moim urodzeniem. Tak więc chyba też nie zdecyduję się na zaprezentowanie go na poniedziałkowym seminarium.
Ale oczywiście nie był to czas stracony bo przynajmniej wiem jak powiedzieć serwatka i kojec po angielsku.

* The romance reader” Pearl Abraham


PS. tak na prawdę to jestem bardzo szczęśliwa, tylko chwilowo mam PMS, jest zimno i otarło się dziś o mnie za dużo ludzi


Co za dzień. Barack dostał pokojowego Nobla. NASA, aby uczcić ten fakt, dokonało pokojowego bombardowania księżyca, pokazując innym krajom, że bombardować można też pokojowo i wyznaczając tym samym nowy trend w działaniach zbrojnych (agresja przeniesiona?).
Ja natomiast piekę ciasto ze śliwkami, jako, że śliwki cały czas jeszcze za 2,50 za kg.
Na bazarku pan sprzedający warzywa obraził się na panią, która obeszła cały bazarek zanim zdecydowała się kupić u niego koperek. Gdy wróciła do jego stoiska, mówiąc, że jednak takiego ładnego koperku to nikt nie ma, pan powiedział, że teraz to już jej go nie sprzeda. Pani na początku myślała, że pan żartuje, ale ten był absolutnie poważny. I dobrze. Nikt nie będzie zadzierał z jego warzywami.
Zapisałam się, z moja jedyną koleżanką Rudą Grażyną (jedyną, która jest widzialna), na jogę. Muszę wam powiedzieć, że nie polega to, tak jak mi się wydawało, na siedzeniu po turecku, oddychaniu i łączeniu się ze wszechświatem. Aby mieć otwarte czakry trzeba się moi drodzy nieźle napracować. Dziś boli mnie absolutnie wszystko: nogi - po spektakularnym powrocie (po rocznej przerwie) do biegania oraz cała reszta - po jodze.
Obawiam się, że nawet Barry White mnie dziś nie uratuje, dlatego udam się, opić te wszystkie highlighty dzisiejszego dnia, do mojego jedynego kolegi Michała (jedynego który nie jest z modeliny, a także nie jest rośliną).

Słucham:
Barry White – I Get off on You

The Origin of Species

1 komentarz

Wróciłam z lepszego, zachodniego świata do smutnej Polski, która jedyne, co ma mi do zaoferowania to: deszcz, menele oraz smutna wizja nieubłaganie zbliżającego się dorosłego życia. Warunki takie bardzo sprzyjają różnym przemyśleniom i tak też było w moim przypadku. Od rana chodził za mną temat meneli, po tym jak Ruda Grażyna opowiedziała nam historię pana menela z autobusu, który próbował się ukryć przed strażą miejską chowając głowę w golfie. Jak wiadomo w straży miejskiej pracują jednak same bystrzachy i trik się nie udał, panowie powiedzieli że widzą pana menela więc, żeby lepiej przestał się chować. Tak czy siak nice try panie menelu.
Wieczorem postanowiłam przedyskutować sprawę mojej przyszłości jako absolwentki biologii z ukochaną siostrą. Ukochana siostra jak to ukochane siostry zawsze służy dobrą radą i wsparciem, tak też było i tym razem. Na moje rozpaczliwe pytanie „co mam zrobić?” odpowiedziała krótko i rzeczowo „zesrać się i tak chodzić”. I nagle zdałam sobie sprawę, że oto właśnie przypadkowo odkryłam skąd biorą się menele. Są to po prostu ludzie, którzy kończąc studia dostali właśnie taką radę i z braku lepszych, postanowili wcielić ten pomysł w życie. Tak więc, następnym razem gdy zobaczycie na ławce menela chowającego się w golfiku, pomyślcie, że prawdopodobnie jest to absolwent jakiegoś idiotycznego, nikomu niepotrzebnego kierunku, który rozmyśla czy robić doktorat, czy może zostać sekretarką. A nic nie robi lepiej na rozmyślania jak lampka taniego wina „Leśny dzban”.
Myślę też, że można już spokojnie uznać teorię Rudej Grażyny, jakoby menele pączkowali ze śmietników, za obaloną.
Pozdrawiam,
Wasz pogromca mitów.

Słucham:
The Phantom Of The Opera (soundtrack)

Czytam:
„The romance reader” – Pearl Abraham


  • RSS