turkusowy-sweter blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2008

Melancholia powoli mi mija. W głównej mierze zawdzięczam przegnanie melancholii – jednodniówki towarzyszowi jesiennego cierpienia, którego tak jak i mnie los nie oszczędził w tym ciężkim jesiennym czasie i zesłał nań słabą lekturę. Do tych niefortunnych zbiegów okoliczności (przestawianie wskazówki zegara, które w czasie zbiegło się z czytaniem dzieła literackiego dziełem nie będącego) dochodzi jeszcze wiek (między 15 a 30 rokiem życia), który jak pisze A. Kępiński w „Schizofrenii” jest wiekiem przy swych wszystkich blaskach bardzo trudnym. Wtedy to właśnie łamią się młodzieńcze ideały, następuje spięcie między marzeniami a rzeczywistością i o schizofrenię nietrudno. Tak, więc powinnam się cieszyć, iż będąc w takim położeniu nabawiłam się jedynie lekkiej melancholii. Uratowało mnie zapewne to, że nie miałam młodzieńczych ideałów, których obecne łamanie się przynieść by mi mogło urojenia bądź katatonię. Dziś jedyną moją bolączką jest to że zapchał mi się zlew, a Michałowi nie.

the weakness in me

2 komentarzy

W życiu nadchodzi czasami taki moment, że siedzi się samotnie w domu i słucha „all by myself” na zmianę z „kayleigh”. Właśnie w tej postaci przyszła do mnie jesienna melancholia. Zrobiłam z tej okazji 15 muffinów, lecz zabrakło mi ludzi których mogłabym jeszcze nimi obdarować, więc stoją i przypominają mi o cieniach i blaskach staropanieństwa. Oczywiście nie należy mylić melancholii jesiennej z rozpaczą z powodu nie posiadania drugiej połowy, bo z tego co wiem obie moje połowy są na swoim miejscu. Melancholia to według słownika języka polskiego PWN „nastrój łagodnego smutku i głębokiej zadumy” i to jest ta melancholia, która wraz ze zmianą czasu przyszła do mnie. Jest jeszcze druga melancholia (według tego samego słownika): „stan głębokiego przygnębienia i apatii” ale tej nie mam i w ogóle nie uważam, aby była to dobra definicja melancholii, szczególnie, że nie za bardzo pasuje do definicji poprzedniej. Ciężko być jednocześnie głębokim przygnębieniem i łagodnym smutkiem, no chyba że ma się osobowość borderline. Tak więc, trwam w głębokiej zadumie i niedługo skończą mi się świeczki.

„Ciemność jest bezdenna, zniknęły z niej wszystkie zegary. Wstaję z łóżka, zdejmuję majtki, spłukuję z nich w zlewie nasienie. Jest białe, ciężkie, lepkie, jak nieślubne dziecko poronione przez ciemność.”
Fragment książki „Kafka nad morzem” Murakamiego. 
Na rynku literackim dzieje się coś bardzo dziwnego i najboleśniej odczują to ludzie których zasadą jest czytanie rozpoczętych książek do końca bez względu na to jak dużo cierpienia im to przyniesie.
W przypadku „Kafki nad morzem” cierpieniu którego obecnie doświadczam jest winny mój brak roztropności. Każdy wie, że trzeba czytać to co jest napisane małym druczkiem, bo to może być ostrzeżenie. A na okładce „Kafki…” małym druczkiem jest napisane „Dlatego myślę, że może zamiast szukać zaginionych kotów, powinieneś się poważnie zająć szukaniem drugiej połowy swojego cienia.” i to mogło mi dać do myślenia. 
Jedynym pocieszeniem jest to, że będę mogła włączyć się do biblionetkowej dyskusji, a wiadomo to wszystkim Polakom, że nie ma nic lepszego niż internetowa dyskusja o negatywnym zabarwieniu emocjonalnym.

The great pretender

4 komentarzy

„Żebym wreszcie powiedzieć mógł, co siedzi we mnie.
Wykrzyknąć: ludzie, okłamywałem was
Mówiąc, że tego we mnie nie ma,
Kiedy TO jest tam ciągle, we dnie i w nocy.
(…)
TO jest podobne do myśli bezdomnego, kiedy idzie po mroźnym,
obcym mieście.
(…)
Ponieważ TO oznacza natknięcie się na kamienny mur,
i zrozumienie, że ten mur nie ustąpi żadnym naszym błaganiom.”


Poniedziałkowy poranek najlepiej zacząć od dobrego uczynku. Kierując się tą zasadą idąc na zajęcia i widząc staruszkę w potrzebie niezwłocznie nadbiegłam z pomocą i swą silną ręką otworzyłam drzwi babci, która zapewne też miała silne ręce, ale chwilowo żadną wolną nie dysponowała. Pani bardzo mi podziękowała i dała jabłuszko (kierując się zapewne tą samą zasadą poniedziałkowych dobrych uczynków, co ja lub zasadą mówiącą, aby dobro dobrem wynagradzać). Jabłuszko zjadłam, ale teraz sobie myślę, że nie było to rozsądne. Bo wszyscy znamy historię z jabłuszkiem i staruszką i wszyscy wiemy jak się kończy jedzenie jabłuszek od miłych staruszek. Możliwe, więc że będę musiała skorzystać z usług jakiegoś księcia.
Poza historią jabłuszkową zdarzyła się też historia ptaszkowa (trochę smutniejsza). Z koleżanką obeszłyśmy dziś pół wydziału leśnego w celu znalezienia kogoś, kto by wziął naszego ptaszka. Ptaszka - martwego zimorodka (a w zasadzie panią zimorodkową) moja koleżanka znalazła na działce, pod szklarnią, która okazała się twardsza od ptaszka. I dopiero, gdy zaszłyśmy do ponurego poziomu -1 pan P. zgodził się przyjąć od nas to truchło (a nawet był zadowolony z takiego podarku). Pan P. z podziemnego królestwa martwych zwierząt (swoją drogą bardzo przystojny) podziękował nam za ptaszka i powiedział, że go wypcha. Ot taka historia.
Morał z historii numer 1:
„Pomaganie staruszkom może być wam wynagrodzone w jabłuszkach”
Morał z historii numer 2:
„Zawsze znajdzie się ktoś, kto weźmie waszego ptaszka”


  • RSS