turkusowy-sweter blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2008

wyprowadzona

1 komentarz

Opuściłam dom rodzinny. W nowym domu nie mam internetu. Chwilowo najbardziej fascynują mnie zmywaki, szmatki, szczotki, ścierki, sitka, garnki itp. jako, że zamierzam zamienić się w perfekcyjną panią domu. Wczoraj wyszorowałam kibel, wannę i umywalkę a dziś lodówkę. Poza tym oblałam po raz kolejny egzamin na prawo jazdy, ale tym razem w lepszym stylu niż ostatnio. W kwestii chłopaków, dyskotek i takich takich to bez zmian.

koszmar kujona

1 komentarz

Wakacje są okresem kiedy załatwia się wszystkie sprawy na które nie miało się czasu w trakcie roku akademickiego: od odwiedzenia wszystkich możliwych lekarzy i upewnienia się, że nie ma się żadnych nowotworów, tętniaków itp. po spotkanie się ze wszystkimi znajomymi dla których nie miało się wcześniej czasu i opowiadanie wszystkim tych samych historii w odpowiedzi na pytanie „jak tam wakacje?”. Do tego dochodzą jeszcze aktywności dodatkowe związane z poszukiwaniem mieszkania, ślubem znajomych, wieczorem panieńskimi, przecenami w sklepach i potrzebami fizjologicznymi naszego domowego potomka Canis lupus. Wszystko to sprawia, że wakacje stają się istnym koszmarem.
Od początku wakacji przeczytałam JEDNĄ!! książkę (normalne, zdrowe wakacje objawiają się tym, że czytam jedną książkę, ale dziennie a nie na miesiąc), przez prawie cały lipiec wstawałam o 6.30, sierpień natomiast stoi pod znakiem wstawania o 8.00. Jestem zmęczona, zniechęcona i z niecierpliwością czekam na powrót do szkoły, kiedy będę mogła wszystkim i wszystkiemu powiedzieć, że się uczę aby zostać wielkim naukowcem i nie wolno mi przeszkadzać.

Wakacje upływają mi na: poszukiwaniu mieszkania/pokoju (bez rezultatów póki co), chodzeniu do różnych lekarzy, odwiedzaniu znajomych i oglądaniu telewizji (zestaw wakacyjnych atrakcji imponujący, brakuje mi tylko gry w bingo i mogłabym dostać wcześniejszą emeryturę).
Jeśli chodzi o odwiedzanie znajomych to wyjątkowo się dziś zawiodłam jako, że byłam na sławnej Chomiczówce, którą Sidney Polak zachwalał słowami „Chomiczówka, Chomiczówka, pierwsze wino, pierwsza wódka [...] pierwsza dziewczyna, pierwsza lufka, pierwsze imprezy, chlanie na balkonach, pierwsze próby z zespołem rockowym, pierwsze pornosy w czyjejś chacie” i powiem wam, że niczego takiego nie uświadczyłam.
A jechałam tam ponad godzinę więc po raz kolejny muszę stwierdzić, iż żałuję że zaufałam mężczyźnie.
Co do oglądania telewizji to oglądałam bardzo interesujący program w którym pani psycholog z SWPS wypowiadała się na temat przemocy w grach komputerowych i zapytana o to jak wytłumaczyć dziecku, że przemoc jest zła powiedziała, że nie należy próbować wytłumaczyć dziecku, że przemoc jest zła tylko raczej sprawić, aby przemoc wydała się dziecku nieatrakcyjna. Jak to zrobić? Ano przez wskazanie innych metod załatwiania problemów. Można np. powiedzieć dziecku, że nie warto zabijać kolegi, którego się nie lubi, lepiej jest zebrać się z innymi kolegami którzy też go nie lubią i zrobić mu np. jakiś niemiły żart (sic!). Czyli ja to odczytuję tak: nie warto jest zabijać kolegi, wystarczy poznęcać się nad nim psychicznie z innymi kolegami i w większości przypadków chłopiec w końcu sam zdecyduje się zabić. Easy! Odnoszę wrażenie, że wakacje są uważane za czas, kiedy można w telewizji puścić absolutnie wszystko: od starych odcinków „M jak miłość” w których bracia Mroczek wyglądają na 12 lat (a nie na 15 – jak wyglądają obecnie) po rady mądrej pani psycholog jak sprytnie zniechęcić dziecko do zabijania kolegów, a rozmiękczone bałtycką wodą wakacyjne mózgi telewidzów wchłoną wszystko.
Tak więc wykasuję chyba z listy moich sierpniowych atrakcji oglądanie telewizji.


Pojechałam na kurs dotyczący parazytologii wszelakiej oraz jej cieni i blasków. Kurs odbywał się w Niemczech i w imię buntu przeciwko niemieckim klawiaturom nie pisałam nic na blogu. Z tego co wiem to w klawiaturach niemieckich nie wprowadzono zmian, a moja rebeliancka akcja nie odbiła się echem w germańskich środowiskach informatycznych. Bywa i tak.
W Niemczech dowiedziałam się bardzo wiele o życiu z czego najmniej nowej wiedzy nabyłam z zakresu parazytologii. Przykrą sprawą było więc siedzenie od 8 do 16 na wykładach, szczególnie gdy temperatura przekraczała 35 stopni Celsjusza. Nie był to jednak czas zupełnie stracony – znam już 3 słowa po angielsku na określenie odchodów. A to bardzo istotna sprawa jeśli chce się być fizjologiem zwierząt. Co do życiowych nauk to okazało się, że Dania jest najwyraźniej za małym krajem aby wszyscy Duńczycy mogli przebywać w niej jednocześnie, tak więc wysyła swoich obywateli na różnego rodzaju wymiany międzynarodowe. Dzięki temu na naszym kursie jedna trzecia słuchaczy była z Danii. Dunki okazały się być bardzo aroganckie. Niestety nie udawało nam się porozumieć z nimi w wielu kwestiach jak np. takiej, że w Polsce nie znamy tego zwyczaju, który nakazuje kłaść brudne majtki i skarpetki na stole i wolałybyśmy go nie poznawać. Pewnie taką niechęć do poznawania obcych kultur można podciągnąć pod ksenofobię. Może i nie powinnam generalizować i twierdzić, że wszyscy Duńczycy są tacy jak Dunki z którymi miałam nieprzyjemność mieszkać, ale jak już wspomniałam Dania to mały kraj więc myślę, że większość Duńczyków już poznałam.
Dobrze za to rozumiałam się z Austriaczkami. Nie wiem czy nasze dobre relacje z Austriaczkami wynikały ze zbliżonej mentalności czy z tego że Austriaczki mówiły po angielsku natomiast Dunki niemalże cały dzień gulgotały po duńsku, a mój duński ogranicza się do słowa „skål”. Najdziwniejsze jest to, że mimo wszystko tęsknie. I w stanie w którym jestem aktualnie wolałabym siedzieć, słuchać duńskiego gulgotania i przyglądać się duńskiemu śniadaniu złożonemu z jajecznicy, bekonu, gofrów i ananasa niż siedzieć w Polsce i mieć tyle czasu na myślenie o tym wszystkim o czym właśnie myślę. W Niemczech nie docierały do mnie wieści od moich byłych partnerów o tym jak wspaniale im się układa. I chociaż cieszę się, że to nie ja jestem tą dziewczyną, która mieszka teraz z „moją pierwsza miłością” i cieszę się, że nie spędzałam tych „wspaniałych wakacji” z „moją drugą miłością” i że już nie jesteśmy ze sobą, to męczy mnie to nieodparte wrażenie, że rozstanie ze mną przynosi szczęście moim byłym partnerom. Ale może moim problemem jest to, że oglądam takie ilości komedii romantycznych, które nikomu nie wyszły by na zdrowie i stąd też moje zaburzone postrzeganie świata (szczególnie filmu Good Luck Chuck nie polecam). Tak więc od jutra oglądam tylko filmy przyrodnicze czytane przez Krystynę Czubównę.
Ale dziś czuję się tak jak zapewne czuł się Ivan Drago pod koniec Rocky’ego IV, z tym że ja nie biorę sterydów.


  • RSS