turkusowy-sweter blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2008

Kiedy rozpada się związek, zyskujemy bardzo dużo wolnego czasu, który wcześniej przeznaczaliśmy na podtrzymywanie wyżej wspomnianego związku za pomocą: rozmów telefonicznych, wyjść do kina, spacerów, obiadów z rodzicami (nie naszymi), zgrzytania zębami i zaciskania pięści i różnych innych rzeczy które nie wzbogacają nas w żaden sposób, a wręcz rujnują nas intelektualnie, jako, że będąc przez większość naszego czasu we dwoje, bacząc na ocieplenie klimatu i oszczędzanie energii, do myślenia używamy tylko połowy mózgu. Aż pod koniec związku nie wiemy już czy jesteśmy sobą czy tą drugą osobą i koniec końców jesteśmy dupą bladą.
Po paru miesiącach (lub dniach lub latach – proporcjonalnie do długości związku który był się rozpadł) znajdujemy sobie różne aktywności, które zapełniają nam wolny czas pozwiązkowy. I nagle czujemy się jak połączenie Samanthy z Sex and the City i Królika z Kubusia Puchatka. Nasz czas jest nasz. Możemy robić z nim co chcemy, w centrum świata jesteśmy my i nie trzeba się martwić, że nie dzwoni do nas nasz ukochany bo na żaden telefon nie czekamy. Jesteśmy emocjonalnie samowystarczalni i życie staje się wspaniałe.
Aż spotykamy na naszej drodze kogoś kogo, w przypływie nagłej utraty zdolności racjonalnego myślenia, wpuszczamy do naszego ogrodu i pozwalamy wyżerać nasze marchewki.
Królik z Kubusia Puchatka prędzej by umarł.

biolog

1 komentarz

Obroniłam się na 5. Pan promotor zaproponował mi dalszą współpracę na studiach magisterskich, podczas gdy ja zdecydowałam się robić już pracę magisterską w innym miejscu. Ale zaczynam się wahać i nie wiem jak dalej pokierować moją biologiczną karierą. Opowiadam o tym mamie, licząc na pomoc i moralne wsparcie. Mama na to pokazuje mi dwa trójkąty, które narysowała w paintcie i pyta na jakie kolory je pomalować.

Piosenka na dziś:
Tracy Chapman – The promise

POXILINA

Brak komentarzy

Twardnieje w dziesięć minut i naprawia rury wszelkiego rodzaju

Po tym jak okazało się, że:
1) mój wczesnopodstawówkowy związek z niejakim Tomaszem zakończył się dlatego, że on nazwał mnie strojnisią, a nie dlatego (jak sądził mój tata), że ja nazwałam go głupkiem,
2) lubię Kingę Dunin i Agnieszkę Graff,
oraz
3) nie pozwalam przy sobie palić,
tata był zmuszony ze smutkiem stwierdzić, że ciężko będzie wydać mnie za mąż i rzeczywiście chyba będę musiała udać się w staropanieństwo (w Warszawie zaczynające się od 23 roku życia). Na nic się zdały moje gorączkowe zapewnienia, że nie lubię Kazimiery Szczuki ani Joanny Senyszyn, bo nielubienie pani Senyszyn nie jest niestety w oczach mego ojca osiągnięciem („to już trzeba mieć wyjątkowo perwersyjną naturę, żeby lubić Senyszyn”).

tata: a jak się jest feministką to trzeba też być lesbijką?
ja: nie trzeba, ale byłoby to mile widziane

Póki co cały czas odwlekam w czasie decyzję o zostaniu feministką, rozglądam się trochę po świecie i może zostanę jednak kimś innym, np. biologiem. No ale czas pokaże.

Piątkowy wieczór spędzam dodając kropki, przecinki, usuwając pojedyncze litery z końców linijek oraz zastanawiając się czy na końcu zdania: ”[...] pochodzących od krów należących do fermy bydła Top Farms Głubczyce sp. z o. o..” powinna być jedna kropka czy dwie. Ale czego można było spodziewać się po dniu rozpoczętym od jedzenia miodowych płatków z mlekiem i oglądania „Beverly Hills 90210″? Gdyby chociaż płatki były czekoladowe to może to wszystko by się inaczej skończyło (ale nie sądzę). Zastanawiam się czy mając 16 lat i robiąc rzeczy, ogólne uznawane za nieprzyzwoite, przez myśl przeszło mi że 6 lat później stanę się kimś takim. Raczej mi nie przeszło, bo wtedy mało co mi przechodziło przez myśl („myśli tej małej, białe zeszyty”).

Poza tym to oszukałam dziś jeszcze pewną młodą mamę pisząc jej że gratuluję jej pięknej córeczki, podczas gdy uważam że dziecko wygląda jak mały trol. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.

Piosenka na dziś:
Wuthering Heights – Kate Bush (bo pogoda dziś taka wichrowa)

bruised

1 komentarz

bruised

1. (physically) [person, back, cheek] posiniaczony; [arm, knee, ribs] stłuczony; [eye] podbity, podsiniaczony; [fruit] poobijany
2.
(emotionally) [ego, heart, feelings, pride] zraniony

Czasami jest tak, że myślimy sobie, że wszystko co przydarzyło nam się w życiu sprawiło, że jesteśmy niesamowitymi twardzielami. Jesteśmy absolutnie wzięci w garść, wszystko nam wychodzi i lepiej być nie może. A potem nagle okazuje się, że jednak jesteśmy cali posiniaczeni. Life is crazy. Pozostaje powtarzać sobie ”no pain Rocky, no pain”.

Ustaliłam obronę pracy licencjackiej w pierwszym możliwym terminie. Jak na wzorowego ucznia przystało. Nie jest to niestety zgodne z naszą tradycją rodzinną bronienia się w ostatnim możliwym terminie, a była to jedyna tradycja rodzinna jaką mieliśmy. Mama się jakoś trzyma. Siostra natomiast nie kryje wzburzenia („wiedziałam że w końcu coś takiego zrobisz”). Mi sen z powiek spędza tylko jutrzejszy horoskop:

„Niewiele spraw potoczy się dziś według Twoich planów. Sukcesy, które wydawały się w zasięgu ręki, znowu oddalą się od Ciebie. Kwadratura Wenus do Urana zapowiada zmiany w życiu zawodowym i osobistym”

Martwi mnie ta kwadratura ale nie daję po sobie poznać.

„Dobór stabilizujący faworyzuje osobniki o średniej wartości pewnej cechy, eliminuje natomiast osobniki o wymiarach skrajnych”,
i dobrze.

Ze względu na spadek moich możliwości intelektualnych wywołany najprawdopodobniej: niezamierzonym wdychaniem ksylenu, zamierzonym  nadużywaniem w młodości alkoholu etylowego, wymuszonym nadużywaniem literatury z zakresu nauk przyrodniczych oraz wyjątkowo odrażającym układem planet należy spodziewać się po tym blogu raczej prostoty. W przyszłości
w miarę powracania mi sił intelektualnych (na których powrót liczę) możliwe że forma zacznie przerastać treść. Wtedy zakończę działalność blogową i poczuję się spełniona. Póki co spełniona nie jestem. Więc endżoj.


  • RSS